Ostre Twe gwoździe serce moje czuje, * miłość do ludzi tak Ciebie krzyżuje. * O, gdybym umiał za tę miłość płacić * kochaniem braci!

 

K: Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.

W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

Medytacja

Jak trudno patrzeć na tę okrutną scenę krzyżowania Pana Jezusa. Strach nas ogarnia na samą myśl o cierpieniu, a czymś niepojętym zupełnie byłaby zgoda na jego dobrowolne przyjęcie… Ilu z nas w obliczu takiego doświadczenia traci wiarę, nadzieję, motywację do życia?

Prawie 100% naszych życzeń, które przy różnych okazjach sobie składamy, dotyczy przecież zdrowia. Owszem, jest ono skarbem, ale nie może stać się bożkiem i celem samym w sobie. To przecież wcale nie jest tak, że człowiek zdrowy, wolny od trosk duchowych i materialnych, jest najszczęśliwszy w świecie i najpełniejszy w swoim człowieczeństwie.

Cierpienie nikogo z ludzi nie ominie – nie łudźmy się! Trzeba je zatem… oswoić, wychować. To szansa naszego wszechstronnego rozwoju. Dobrze, że mamy na to zadanie kilkadziesiąt lat własnego życia. Obyśmy zdążyli…

 

Pewna legenda opowiada o cierpieniu, które po wielu wędrówkach trafiło wreszcie do człowieka, dla którego było przeznaczone. Gdy człowiek ten zrozumiał, że na nic się nie przyda lekceważenie czy wymigiwanie się od cierpienia, zaczął je uważnie obserwować i pytać, czego ono właściwie od niego chce?

Zaczął je w końcu wychowywać, aby znaleźć sposób na wspólne z nim życie.

Po wielu latach cierpliwości i wyrozumiałości dla cierpienia, człowiek ten stwierdził, że w tym długim procesie wychowywania cierpienia sam zdobył nowe siły, nadzieję i odczucie, iż to co robi, ma jakiś sens. Nastąpił też postęp u cierpienia: stało się spokojniejsze i bardziej oswojone, niż na początku. Kiedy człowiek pewnego dnia spojrzał w lustro zauważył, że on także się zmienił: w gruncie rzeczy wychowywał przecież… samego siebie! Teraz w innym świetle zobaczył nie tylko cierpienie, ale także samego siebie, innych cierpiących i cały świat.

 

Tematowi cierpienia poświęcił list apostolski „Salvifici doloris”.

 

„Pytanie o sens cierpienia nie jest pytaniem czysto akademickim. To pytanie z gruntu egzystencjalne, zadaje je przede wszystkim człowiek, którego dotyka konkretne nieszczęście. Wiąże się ono z „typowo ludzkim sprzeciwem oraz z pytaniem »dlaczego«. […] Niejednokrotnie zapewne stawia to pytanie również Bogu – i stawia wobec Chrystusa”. Papież mówi w tym miejscu rzecz być może najciekawszą. Otóż człowiek cierpiący powinien dostrzec, że Ten, kogo pyta, „sam cierpi – a więc, że chce mu odpowiadać z Krzyża, z pośrodku swego własnego cierpienia”. Innymi słowy, Boża odpowiedź nie jest teoretycznym wykładem, pouczeniem z ambony czy katedry uniwersyteckiej. Odpowiedzią jest sam Ukrzyżowany – Jego cierpienie, krzyk, samotność, ból, konanie. „Trzeba jednakże nieraz czasu, nawet długiego czasu, ażeby ta odpowiedź zaczęła być wewnętrznie słyszalna”, zauważa Jan Paweł II. „Człowiek słyszy Jego zbawczą odpowiedź, w miarę jak sam staje się uczestnikiem cierpień Chrystusa. […] Chrystus nie wyjaśnia w oderwaniu racji cierpienia, ale przede wszystkim mówi: »Pójdź za Mną!«. Pójdź! Weź udział swoim cierpieniem w tym zbawianiu świata, które dokonuje się przez moje cierpienie! Przez mój Krzyż. W miarę jak człowiek bierze swój krzyż, łącząc się duchowo z Krzyżem Chrystusa, odsłania się przed nim zbawczy sens cierpienia. […] Wówczas też człowiek odnajduje w swoim cierpieniu pokój wewnętrzny, a nawet duchową radość”.

Nauczyciel jest przekonywujący, gdy głoszoną przez siebie naukę potwierdza własnym życiem, własnym przykładem. Wykład o cierpieniu jest szczególnie trudny do uwierzytelnienia. Papieżowi z Polski to się udało: pokazał, jak się to robi. Za każdym jego wypowiedzianym czy napisanym słowem, dotykającym tajemnicy cierpienia, stał on sam.

Okazuje się, że wszelkie spotkania z osobami cierpiącymi mogą dać każdemu z nas niespodziewanie wiele! Ludzie zanurzeni niejako w tajemnicę najrozmaitszych cierpień:

 

  • Uczą prymatu ducha nad materią, człowieka nad rzeczą, być nad mieć.
  • Mogą nauczyć pokory – czyli życia w prawdzie o sobie, jako człowieku.
  • Pomagają (dzięki służeniu im właśnie, najsłabszym), wydobywać to, co w ludziach najlepsze i najszlachetniejsze.
  • Uczą wrażliwości, cierpliwości, delikatności.
  • Pozwalają pamiętać o znikomości życia ludzkiego i dóbr tego świata.
  • Niejednokrotnie przestrzegają zdrowych i silnych swym przykładem przed życiem lekkomyślnym, brawurą, nałogami itp.
  • Ich siłą, godną często największego podziwu, jest wytrwałość, nieustanne pokonywanie siebie samego i tysięcy trudności.
  • Bardzo często właśnie od tych – po ludzku patrząc – osób nieszczęśliwych, uczyć się można prawdziwej radości!
  • Wielu z grona ludzi ciepiących w przejmujący i autentyczny sposób zaświadcza, czym jest dla nich w takim doświadczeniu wiara, Kim jest Pan Bóg.

 

Warto przypomnieć sobie własne doświadczenia chorób, pobytów w szpitalach czy niepełnosprawności i ocenić, czy rzeczywiście niczego dobrego nie zdołaliśmy się w tych sytuacjach doświadczyć i nauczyć?

 

Mówi święty

„Paweł Apostoł w tym się właśnie chlubi, że ma za nic swoją sprawiedliwość, a szuka tej, którą otrzymał przez Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga i wynikającą z wiary. Przez nią pragnie poznać Chrystusa i moc Jego zmartwychwstania oraz swoje współuczestnictwo w Jego cierpieniach. Taką sprawiedliwością przyobleczony chce naśladować śmierć Chrystusa, by w ten sposób dojść jakoś do powstania z martwych.

I tu upada wszelka wyniosłość pychy. Nic ci, człowieku, nie pozostawiono, z czego mógłbyś się chlubić. Cała twoja chwała i nadzieja leży w tym, abyś uśmiercił wszystko, co twoje, i szukał przyszłego życia w Chrystusie. Ponieważ zaś już mamy zaczątki tego życia, możemy się chlubić i trwać w nadziei, żyjąc całkowicie z łaski i daru Boga. […]

Bóg udziela nam w pracy siły i odwagi. […] Bóg wyrywa człowieka z niebezpieczeństw wbrew wszelkiej ludzkiej nadziei. Sami w sobie – mówi Apostoł – mieliśmy wyrok śmierci, abyśmy nie pokładali ufności w samych sobie, lecz w Bogu, który wskrzesza umarłych. On to nas wyrwał i wyrywa z tak wielkiego niebezpieczeństwa śmierci. W Nim mamy nadzieję, że nadal będzie nas wyrywał”.

(św. Bazyli Wielki, biskup)

 

Spojrzenie poety: Ukrzyżowanie

Połóż się na tej wąskiej belce.

Rozciągnij ręce.

To będzie bolało. Wytrzymaj.

Tylko parę uderzeń. Możesz liczyć…

Jeszcze nogi. Zsuń lepiej.

Teraz rozciągasz się całą długością.

Rzeczywiście, zrobiony akurat dla Ciebie.

Jeszcze podnieść.

Stopy i Ręce zabarwiają się na czerwono.

Usta i oczy nabierają właściwego wyrazu,

nie trzeba poprawiać jak u fotografa.

Tysiące przydrożnych krzyży, obrazów, figurek, rzeźb

staje się dla nas prawzorem Twego ukrzyżowania.

Ludzie zrobili wszystko,

abyś do umierania był gotowy.

 

Kiedy wstępuję na mój krzyż,

jest mi zawsze za ciasno.

Po chwili umykam chyłkiem.

Potem powracam,

bo to jedyne miejsce, gdzie mogę spotkać Ciebie.

Jednak wciąż jeszcze nie jestem gotowy

do umierania.

(ks. Wiesław Aleksander Niewęgłowski)

 

Rachunek sumienia

  • Co konkretnie robisz dla osób z twojego otoczenia, które dotknięte zostały jakimś stygmatem cierpienia?
  • Jak znosisz swoje własne dolegliwości i ograniczenia?
  • Czego nauczyło cię twoje własne doświadczenie choroby, niepełnosprawności, bólu, osamotnienia?
  • Skoro jest prawdą przysłowie, że „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” – czy zasłużyłeś u kogoś ze swych bliźnich na miano Prawdziwego Przyjaciela?
  • Czy pomagasz cierpiącym w nawiązaniu przez nich żywej, osobistej relacji z Panem Jezusem w sakramentach świętych i modlitwie?

 

Modlitwa osobista

 

Panie Jezu Chryste, Synu Boga Żywego,

zmiłuj się nade mną, grzesznikiem!