K: Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.

W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Słowo Boże

 

  • Gdy zapadł wieczór owego dnia, [Jezus] rzekł do nich: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?» Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: «Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?» (Mk 4, 35-41)

 

  • Zaraz też [Jezus] przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym». (Mt 14, 22-32)
  • Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę». A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz [domu] i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!» Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli». (J 20, 24-29)
  • Apostołowie prosili Pana: «Przymnóż nam wiary!» Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!”, a byłaby wam posłuszna. (Łk 17, 5-6)
  • Gdy [Jezus] przyszli do uczniów, ujrzeli wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go. On ich zapytał: «O czym rozprawiacie z nimi?» Odpowiedział Mu jeden z tłumu: «Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli». On zaś rzekł do nich: «O plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie!» I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: «Od jak dawna to mu się zdarza?» Ten zaś odrzekł: «Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam!». Jezus mu odrzekł: «Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy». Natychmiast ojciec chłopca zawołał: «Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!» A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: «Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego!». A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: «On umarł». Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. Gdy przyszedł do domu, uczniowie Go pytali na osobności: «Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?» Rzekł im: «Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą <i postem>». (Mk 9, 14-20)

 

  • Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki». (Mt 7, 24-27)

 

Rozważanie

Z pewnością każdy z nas, czytających przywołane tu fragmenty Ewangelii, odnalazł jakąś cząstkę swoich trudności, związanych z wiarą. Trzeci upadek Pana Jezusa warto skojarzyć właśnie z tą tragedią, która może dotknąć każdego z nas: osłabienie, a nawet utrata wiary!

„Dubito ergo sum” – wątpię, wiec jestem. Jakie to ludzkie i bliskie nam! Tyle tylko, że wątpliwości powinny skłaniać do szukania prawdy, a nie do usprawiedliwiania swojej duchowej gnuśności.

W Polsce wciąż znakomita większość rodaków nosi na sobie znamię chrztu świętego. Ale to jeszcze nie oznacza wiary! Bez trudu widzimy różnicę pomiędzy liczbą ochrzczonych a praktykujących katolików. Jeszcze większy rozziew widać w sytuacjach, w których wiara powinna przełożyć się na konkretne postawy życiowe, na cały styl codziennych decyzji i działań. Ileż razy Pan Jezus się o to upominał, by nie czcić Go tylko wargami… (zob. np. Mt 15, 7-9).

Akt wiary zakłada wysiłek umysłu i woli ludzkiej, wspomaganych łaską Bożą, która jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Samo „wiem” i „chcę” nie wystarczy – potrzebujemy pomocy Boga, który oczekuje na naszą odpowiedź aktem wiary, aktem posłuszeństwa. 

Utrata wiary – czyli utrata fundamentu – dokonuje się stopniowo, czasem niezauważalnie: najpierw słabnie relacja z Bogiem (zanik modlitwy, odrzucenie sakramentów świętych, liczenie wyłącznie na własne siły), niepogłębianie wiedzy (zatrzymanie się w swoim rozwoju intelektualnym) i osłabienie woli (życie w grzechach). Trudno się do tych zaniedbań i grzechów przyznać, zatem usprawiedliwieniem mogą być grzechy bliźnich, w tym księży, zatrucie środowiska, brak przykładu – ale przede wszystkim własne grzechy i zaniedbania, które można całymi latami „oswajać” i tłumaczyć ich powszechnością.

Jak to dobrze, że Pan Jezus jako Dobry Pasterz nie tylko nie rezygnuje z żadnej swojej owieczki, ale sam wytrwale jej szuka! (zob. J 10, 1-18). Jak to dobrze, że są ludzie, którzy się modlą o nawrócenie grzeszników! Jak to dobrze, że w polskich świątyniach są wciąż „czynne” konfesjonały…

Pytania do osobistej refleksji

Czy dopracowałeś się już regularnej spowiedzi świętej tak, aby na co dzień żyć w łasce uświecającej? Jakie są prawdziwe powody odrzucenia przez Ciebie sakramentu uzdrowienia, pojednania i nawrócenia, sprawowanego w konfesjonałach?

Panie Jezu Chryste, Synu Boga Żywego, 

zmiłuj się nade mną, grzesznikiem!