Krzyż na ramiona bierze Jezus cichy, * tłum Go znieważa w zaślepieniu pychy. * Obym ja umiał w takiej znieść pokorze * wyroki Boże.

 

K: Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.

W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

Medytacja

Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien (Mt 10, 38), a zatem konsekwentnie: kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mt 16, 24). Panie, ilu ludzi te właśnie słowa odstraszyły od Ciebie i Twego Kościoła? I ile razy mnie samego zniechęciły, gdy krzyż wydawał się zbyt dotkliwy? Czy naprawdę nie ma innej możliwości, by nazywać się Twoim uczniem i zachować swoje życie na wieczność?

Tak wiele sytuacji wiąże się w moim życiu z krzyżem: zdrowie, nauka, praca, niezrozumienie ze strony bliźnich, brak pieniędzy, rozczarowania, bezsilność… Krzyżem są też dla mnie skutki grzechu, które na siebie sprowadzam na drodze źle pojmowanej wolności i ziemskiej krótkowzroczności. Czy nie muszę też oskarżać się o to, że to właśnie ja jestem „specjalistą od dostarczania drzewa na krzyż”… innym ludziom?

Ale… kim byłbyś dzisiaj, co stałoby się z tobą, z twoim życiem, gdyby omijały cię wszelkie trudne i bolesne doświadczenia? Czy cierpienia nie kryją w sobie jednak niezwykłej szansy rozwoju duchowego – aż do wyżyn świętości? Owszem: masz prawo prosić Pana Boga o ulgę, ale czy wystarczy ci wiary, nadziei i miłości, by do każdej prośby dodać z całym przekonaniem – jak Jezus w Ogrójcu – słowa pełne zawierzenia: Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie! (Mt 26, 39).

 

Przeczytaj uważnie świadectwo św. siostry Faustyny i zmierz odległość, jaka cię dzieli od tak widzianego ideału:

 

„Jezu, dziękuję Ci za codzienne drobne krzyżyki, za przeciwności w moich zamiarach, za trud życia wspólnego, za złe tłumaczenie intencji, za poniżanie przez innych, za cierpkie obchodzenie się z nami, za posądzenia niewinne, za słabe zdrowie i wyczerpanie sił, za zaparcie się własnej woli, za wyniszczenie swego ja, za nieuznanie w niczym, za pokrzyżowanie wszystkich planów.

Dziękuję Ci, Jezu, za cierpienia wewnętrzne, za oschłości ducha, za trwogi, lęki i niepewności, za ciemność i gęsty mrok wewnętrzny, za pokusy i różne doświadczenia, za udręki, które wypowiedzieć trudno, a zwłaszcza za te, w których nas nikt nie rozumie, za godzinę śmierci, za ciężkość walki w niej, za całą jej gorycz.

Dziękuję Ci, Jezu…”.

 

Krzyż, jaki trzeba wziąć na siebie w codziennej wędrówce wiary pozostanie tajemnicą. Jak to dobrze, że nie musisz go nieść sam. Pamiętasz, co Jezus powiedział? Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię […] jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11, 28-30). Wierzysz Mu?

 

Mówi święta

Należy dawać to, co jakoś kosztuje, wymaga poświęcenia, pozbawia czegoś, co się lubi – aby dar miał wartość przed Bogiem. Nie można kochać Boga w sposób wygodny, ponieważ każda autentyczna miłość przyprawia nas o cierpienie. Nie można kochać Boga inaczej, jak tylko poprzez ofiarę z siebie samego.

Wszystko, co Bóg wam daje, to nie po to, aby zatrzymać dla siebie, ale by się tym dzielić. Im mniej mamy, tym więcej jesteśmy zdolni dać.

Nieodzowna jest modlitwa. Bo owocem modlitwy jest pogłębienie wiary. Owocem wiary jest miłość. Owocem miłości jest służba.

(św. Matka Teresa z Kalkuty)

 

Spojrzenie poety: Krzyż

Niosę krzyż

niespełnionych nadziei

nieudanego życia

chorego serca czy wątroby

domu, gdzie w kącie czyha złość

dni podobnych do siebie jak krople wody

i chciałbym to rzucić od zaraz

pozbyć się tego uwierającego balastu.

Chciałbym zacząć od nowa.

 

Poznaję nowego człowieka. Interesujący. Może z nim

udałoby się życie…

Buduję szczęście w szklanej kuli egoizmu.

Mam plany.

Mam możliwości.

Mam przemyślenia.

Brak tylko argumentów przed samym sobą na nowy rozdział życia.

 

Dlaczego Ty nie rzuciłeś swego krzyża na drodze, Chryste.

Dlaczego nie zepchnąłeś go do rowu

i nie uciekłeś.

Przecież mogłeś…

Teraz miałbym wytłumaczenie,

aby porzucić własny.

(ks. Wiesław Aleksander Niewęgłowski)

 

Rachunek sumienia

  • Co jest dziś twoim największym krzyżem?
  • Gdzie, u kogo szukasz wsparcia na swojej „drodze krzyżowej”?
  • Czego nauczyły cię kryzysy, które masz już za sobą?
  • Czy własne krzyże czynią cię bardziej wrażliwym na cierpienia bliźnich, czy raczej czynią cię nieznośnym egoistą i egocentrykiem?
  • Czy umiesz już dziękować Panu Bogu także za swoje trudne doświadczenia życiowe?

 

Modlitwa osobista

 

Panie Jezu Chryste, Synu Boga Żywego,

zmiłuj się nade mną, grzesznikiem!